Otworzyłam powoli powieki, i kolejny dzień. Przetarłam oczy dłońmi i sięgnęłam po telefon. Odblokowałam ekran i były 3 nie odebrane połączenia od Aśki. Spoglądnęłam która godzina.
B- 11;30. - mruknęłam pod nosem.
Od dzwoniłam do panny Joanny, która najwyraźniej nie może spać.
A- No hej, panno śpioch. Wiesz co dzisiaj jest za dzień. - zadała mi pytanie.
B- Piątek. - siadłam na łóżku, powolnym tempem.
A- No a pamiętasz że miałaś iść o 12;00 ze mną na zakupy. - wkurzyła się.
B- O ja, będę przed domem o 12;30. Może być. - wstałam z łóżka i podeszłam z telefonem przy uchu do szafki z ciuchami.
A- Oki, ale pośpiesz się. Bo chcem ci coś też powiedzieć. - zaśmiała się do słuchawki, rozłączając się.
No jestem ciekawa co ma zamiar mi powiedzieć. Wzięłam ( te ) ciuchy i poszłam do łazienki się trochę ogarnąć. Zdjęłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic. Ciepła ciesz oblewała moje ciało, lubiłam takie kąpiele przed wyjściem ogólnie gdzieś. Później zawsze jak napotykałam rodziców kończyło się na kłótni. Dlaczego nas nie słuchasz wiemy co dla ciebie dobre. Ta wiedza ale nie liczą się z moim zdaniem tylko ze swoim.Bo co ludzie pomyślą. Mam szczęście że moja rodzinna jest normalna niż rodzice. Chcą żebym została tak jak oni. Panią biznesu. Nie dzięki to mnie nie kręci.
Wyszłam z kabiny, wytarłam się ręcznikiem i ubrałam. Wysuszyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa. Tylko jeszcze wziąć torebkę. Śniadań nie lubiłam jadać, ani kolacji obżerałam się zawsze popołudniu a po tem lubiłam pobiegać lub zagrać w tenisa o ścianę domu, dlatego była tak poobijana.
Zaśmiałam się pod nosem. Wzięłam torebkę i zeszłam na dół. Przed wyjściem chwyciłam kluczyk i spojrzałam do salonu. Jak zwykle spał tam mój ojciec, który zaraz i tak wraca do pracy.
A- No hej, widziałam twojego tatę jak wszedł do domu o 9;00. - powiedziała patrząc uważnie na drogę.
B- Aha, właśnie widziałam jak spał na kanapie. Ale i tak zaraz wstanie i pójdzie do pracy. - ruszyłam ramionami.
A- Jedziemy na jakieś ciasto czy od razu zakupy i do ciebie. - po patrzyła na mnie.
B- Wiesz ja mam ciasto w domu więc jak przyjdziemy to zjemy, a teraz na zakupki ,kawusia i do mnie. - uśmiechnęłam się.
Lubimy posiedzieć w domu tak samo jak dużo imprezować. Jak miałyśmy te 18 lat to imprezy były codziennie, ale musiałyśmy się trochę wziąć w garść i poszukać pracy. Której jeszcze nie mamy. A z chłopakami nie miałyśmy problemów, znaczy Palvinka tak ją nazywali w szkolę i znajomi nie miała z nimi problemów. Ja lubiła być najwyraźniej samotna. Tak nie miałam jeszcze chłopaka, chociaż tańczyłam z nie którymi na imprezach ale nic więcej nie było. To były czasy, ale wszyscy z każdą chwilą się starzejemy. Niestety.
A - Bella idziesz. - wydarła mi się do ucha aż podskoczyłam na siedzeniu.
B- Ide, ide - wyszłam z auta. - ale nie musiałaś aż tak krzyczeć. - za rzuciłam torebkę na ramię.
Ruszyłam za moją przyjaciółką, jeśli chodzi o nią i zakupy to zapierdziela aż się kurzy.
Weszłyśmy do środka galerii. Jak zwykle w piątek dużo młodych ludzi, którzy szykują się na imprezy. Starsi kupujących zakupy na weekend. Miły widok.
A- Choć do tego sklepu. - pokazała na sklep z butami.I pociągnęła mnie za rękę.
Skończyło się na tym, że wsiadłyśmy do auta z 10 torbami wypchanymi ciuchami i obuwiem.
B- Oj, dziewczynko szalejesz. - zaśmiałam się.
Aśka zaśmiała się popijając kawę i o mały włos nie wypluła ją na kierownice swojej perełki.
Dała mi kawę na potrzymanie i ruszyła swoim rumakiem, który przez 5 minut nie mógł odpalić ale w końcu ruszył. Po prostu nie mogłam się przestać śmiać. A Joan, jak zwykle prosiła auto żeby ruszyło. To było jak zwykle przezabawne.
W końcu dojechałyśmy do domu. Zajęło to nam z korkami i nie ruszającym 30 minutowym autem z 4 godziny. Ale przynajmniej miałam kabaret.
Wyszyłyśmy z auta, biorąc swoje torby z tylniego siedzenia. Weszłyśmy do środka domu, a Aśka nie miała już problemu z rozgoszczeniem się od razu poszła do kuchni i usiadła na krześle przy stole. Położyłam a raczej rzuciłam torby na podłogę a torebkę dałam na komodę i weszłam z moją bff.
A- Mogę poprosić te ciasto, które mi obiecywałaś. - zamrugała tymi swoimi ślepiami.
B- Obiecywałam ci jakieś ciasto. - zrobiłam zdziwioną minę, wyciągając dwa małe talerzyki.
A- Weź, na pewno nic nie jadłaś od rana. - powiedział.
B- Nie, wiesz przecież że nie jem tak dużo jak ty. - wystawiłam jej język.
A- Ale jesteś miła. - popatrzyła gniewnym z wzrokiem na mnie.
Podałam jej talerzyk z biszkoptem, i sama usiadłam przy stole zajadając.
B- A właśnie miałaś mi coś powiedzieć. - powiedziałam połykając ciasto i biorąc drugi kawałek.
A- A no tak, zapomniałam. - walnęła się lekko w czoło. - Mam taką propozycje dla naszych rodziców. - uśmiechnęła się.
B- Już się boję, twoje pomysły zawsze prowadzą do kłótni i nie przyjemnych rzeczy.
A- Oj nie marudź i słuchaj. Dostałam się na casting na modelkę, wysłałam im swoje siwi i tak dalej. Przyjeli. - klasnęła w dłonie.
B- O to super, - zaczęłam bić brawa. - A co ja mam z tym wspólnego. - bardziej zasięgnęłam dna.
A- Ale to wszystko jest w Londynie, i chcę się tam przeprowadzić. Oczywiście z tobą, moja mama już o wszystkim wie. I obiecała że porozmawia z twoimi rodzicami. - powiedziała takim głosem jakby bała się mojej reakcji.
B- Aśka, wiesz że z tego nic nie wyjdzie znów mi zrobią awanturę w domu wieczorem a dwa dni były w spokoju. - wstałam i posprzątałam dwa talerzyki kładąc je do zlewu.
Wyszłam na przed pokój a do domu wparowali moi rodzice z mamą Aśki. Zrobiłam zrezygnowaną minę i popatrzyłam na moją przyjaciółkę, ona wstała i zobaczyła kto przyszedł. Oczywiście podeszła do swojej mamy i ją uściskała.
Po moich rodzicach było widać że byli lekko wkurzeni. Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie, zawsze tak robiłam jak rodzice przychodzili. Wszyscy poszli za mną. Rodzice staneli na przeciwko mnie, odzielał nas jak zwykle stoliczek. Aśka ze swoją mamą usiadły koło mnie, na kanapie. To wyglądała jak bym szła zaraz na karę śmierci.
T- Chcesz tam jechać. - nagle spytał ostrym tonem.
M- Uspokój się. - dotknęła go w ramię.
Moja mama zawsze była bardziej wyrozumiałą niż ojciec.
T- Powtórzę moje pytanie. - zacisnął zęby.
B- Tak, chcę jechać. - spuściłam wzrok.
M- A co tam będziesz robić, najwyraźniej nic tak jak tutaj więc po co ty tam.
A- Pani Czarniecka, będzie mi potrzebna i to powinno wystarczyć na wytłumaczenie. Pani córka robi świetne zdjęcie zna się na stylistyce. I modzie więc pracę powinna dostać tam w każdej chwili niż tutaj.
T- Pracę już by mogła dostać, ale ta gówniara nie chce jej wykorzystać. - pokazał na mnie palcem.
B- A liczycie się zdaniem moim, ja zawsze muszę robić to co wy robicie. Mam tego dosyć, 20 lat. 20 lat a wy traktujecie mnie jak bym była jeszcze nie pełnoletnia. Mogę robić co mi się żywnie podoba nikt mi tego nie zabroni nawet ty. - podeszłam do ojca i spojrzałam mu prosto w oczy.
Patrzył na mnie z kpiną.
T- Dobrze możesz jechać, ale naszych pieniędzy nie dostaniesz na wyjazd ani na mieszkanie na nic rozumiesz. - i wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
Mama popatrzyła na mnie swoimi błyszczącymi oczami. I podeszła do mnie.
M- Dostaniesz ode mnie pieniądze na mieszkanie, które już macie załatwione tam i na wyżywienie będę ci wysyłać do puki nie znajdziesz pracy. Ale ani słowa ojcu. - pocałowała mnie w czubek głowy i wyszła najpierw z salonu a potem z domu.
Wyszła tak szybko że nawet nie zdołałam jej szczerzę podziękować. Podeszła do mnie mama Aśki razem z nią tylko ona stała nadal przy kanapie.
MA- Widzisz nie było tak źle, z twoją mamą rozmawiałam na początku bez twojego ojca. Jest wszystko już opłacone, tu masz swój bilet. Jutro już tutaj was nie będzie. - uśmiechnęła się do mnie i przytuliła.
B- Dziękuję, nie wiem jak mam się za takie coś zrekąpęsować.
A- Ty już się zrekąpęsowałaś, że jedziesz ze mną do Londynu. - zaczęła skakać i tańczyć.
A my z jej mamą wpadłyśmy w śmiech.
MA- Dobra ja wracam do pracy, będę przed 22;00 obejrzymy dziś ostatni nasz film. -pocałowała w policzek swoją córkę mi wysłała buziaka i wyszła z domu.
Zasiadłyśmy se wygodnie na skórzanej kanapie i włączyłam muzyczny kanał. Akurat leciała piosenka One Direction - One Way Or Another, lubię ten zespół, chociaż nie wiem nic o nich. Wiem że to jest One Direction nic więcej, wiem siara. Ale nie jestem Directioner.
A- Ten Blondynek jest sweet. -położyła mi rękę na ramię i pokazała paluszkiem na blondyna.
B- Może być, a zobacz na tego Mulata cudo świata. - przegryzłam dolną wargę.
A- A byś poszła na ich koncert. - spojrzała na mnie, kładąc pod brudek na rękę, która leżała na moim ramieniu.
B- Z chęcią bym poszła. - wyszczerzyłam zęby do niej.
A- Oki, -wyciągnęła z kieszeni iphona i zaczęła coś szukać. - akurat mają koncert za 2 dni w Londynie. - i kliknęła jakieś okienko.
B- Co ty tam robisz.
A- Zamawiam bilety Vip na ich koncert. - zaśmiała się.
B- Co, ale wiesz że to kosztuje. - powiedziałam z wyrzutem.
A- Na polskie 2 tysiące. - udawała że myśli.
B-No właśnie, ja ni...... .
A- Już zamówione, jutro przyjdą na nasz nowy adres. - przerwała mi, z chytrym uśmieszkiem.
B- Jesteś nie obliczalna. - zaśmiałam się.
A - A przed koncertem pójdziemy na mała zakupy. - przetarła dłonie.
B- Przecież twoje mała zakupy to jest co najmniej 20 toreb kobieto, i ty to uważasz za małe zakupy. - podniosłam jedną brew do góry.
A- Oj no dobra niech ci będzie nie będę się z tobą sprzeczać. - prychnęła śmiechem.
B- A tak właściwie o której mamy być na lotnisku.
A- 5;00 rano. - powiedziała patrząc na mnie ze srogim uśmieszkiem.
B- O nie, ja nie wstanę. - oparłam głowę o oparcie kanapy.
A- Wstaniesz, i dlatego dajesz mi dzisiaj swoje klucze od chaty a ja przyjdę wcześniej i cię obudzę. - wyciągnęła przede mnie rękę.
B- Później ci dam, chyba jeszcze nie idziesz. - sięgnęłam po wodę która stała pod stoliczkiem i się napiłam.
Siedziałyśmy i skupiłyśmy się na filmie. Który był nie za ciekawy. Nic w tej telewizji nie leciało, więc włączyłam xboxsa.
A- Ej co robisz ja oglądałam, ten film był ciekawy. - powiedziała z bulwersem.
B- Ta bardzo ciekawy że aż nie chciało mi się go oglądać. - prychnęłam. - Wolę już se potańczyć do Xboxsa.
A- Zgodzę się z tobą. - wstała z kanapy.
B- Co chcesz. - jechałam padem na doł.
A- O to.
Tańczyłyśmy i wygłupiałyśmy się przy rytmie piosenek. Raczej normalne nie jesteśmy. Można wziąć nas za jakieś nie normalne na ulicy jak ktoś nas nie zna.
Walnęłam się o szafkę, i powypadały z niej różne papiery. usiadłam na podłodze trzymają się za kostkę.
A- Nic ci nie jest, może zadzwonić na pogotowie, no nie wiem do rodziców. - uklękła przede mną i zaczęła panikować.
B- Ej spokojnie, nic się nie stało stuknęłam się zaraz ból mi przejdzie ale siniaka będę mieć dużego. - zaśmiałam się.
Asia odetchnęła z ulgą, usiadła koło mnie. Spojrzała na zegarek i szybko wstała.
A- Wezmę twoje klucze, muszę się jeszcze spakować itp..
B- Dobra pa. - odprowadziłam ja do drzwi, pocałowałam w policzek.
Zamknęłam za nią drzwi i spojrzałam w kuchni na zegarek. 20;00 nom trochę się zasiedziałyśmy. Zaglądnęłam co jest w lodówce do jedzenia, była sałatka z tuńczykiem.Wyciągnęłam ją, i poszłam do salonu.
Usiadłam na kanapie, już nie pierwszy raz dzisiaj. I zaczęłam zajadać. Nagle w muzycznych wiadomościach usłyszałam One Direction wzięłam pilota do ręki i dałam o wiele głośniej.
R- Dowiedzieliśmy się przed chiwlą, że Liam Payne z One Direction został sam. Ze swoją dziewczyną Sophią doszli do porozumienia że to nie ma sensu. Nie dziwie im się tego, ponieważ One Direction ma swoją słynną trasę po święcie. A miłość nie ma sensu na odległość, chociaż mogli zrobić jak Louis i Eleanor.Mógł ją czasem zabierać ze sobą. Ale dobrze to ich sprawa, jak czegoś się dowiem więcej o tych 5 słodkich chłopakach to was poinformujemy a teraz muzyczka. - mrugnęła do kamery.
Jak mi teraz tego Liama szkoda chociaż nawet nie pokazali jego zdjęci i nie ogarniam który to.
Dokończyłam sałatkę, poszłam odnieść talerz do kuchni. Umyłam wszystkie naczynia które się nazbierały od dziś rana, dużo ich nie było.Raczej te One Direction ma trudno z dziewczynami, oprócz tego Louisa jego dziewczyna ma szczęście że trafiła na takiego chłopaka.
Wytarłam ręce o ścierkę, wyszłam z kuchni sięgnęłam do przedpokoju po torby z zakupami i poszłam na górę.
Wielkie pakowanie czas zacząć. Otworzyłam moją piękną szafę, której zawsze praktycznie walały się ciuchy. Wyciągnęłam trzy gigant walizki,jedno pudełko i dużą torbę na ramię. OMG, nie spodziewałam się że będzie tego aż tak dużo. Pakowanie zajmie mi co najmniej z kilka dobrych godzin. Dobra nie marudzimy tylko zaczynamy.
Jedna walizka, druga,trzecia. Pudełko i torebka. Wszystko spakowane. O nie. Zapomniałam se zostawić coś do ubrania na jutro. Dobra wezmę pierwsze z brzegu.
Poszłam jak najszybciej pod prysznic, nie miałam na nic dzisiaj ju siły. Zdjęłam ciuchy i weszłam pod prysznic. Zdziwiło mnie to jak zaregoała moja mama, była dla mnie dzisiaj miła i stala po mojej stronie, a zawsze było inaczej to ona mi bardziej dawała kary. Czyżby dostała czymś w głowę, a może Aśki mama coś dosypała do kawy.
Tak a ja jestem śpiąc królewną, która jeszcze czeka na swojego księcia który ją obudzi z tego wszystkiego.
Jestem wariatką, ciekawe czy ktoś przyjdzie mnie w ogóle zaprowadzi na lotnisko lub się ze mną pożegna.
Wyszłam z prysznica. Przebrałam się w piżame .
Wyszłam z łazienki zgaszając za sobą światło. I padłam na łóżko. Jestem bardzo ciekawa jak będzie wyglądać nasz dom. W ogóle jak będzie wyglądać życie poza naszym ojczystym krajem. Nie zaprzeczę umiemy angielski. Aśka jest dzieckiem dwu języcznym, umię angielski i polski więc uczyła mnie tam trochę a trochę ja sama w domu.
Spojrzałam na zegarek, w iphonie. 23;00 no pięknie nie wyśpię się. A muszę wstać co najmniej o 3;30 za nim się wyszykuję i sprawdzę czy niczego nie zapomniałam za nim wezmę spakuje te rzeczy do auto trochę minię. A na lotnisko się jedzie z 30 minut. Odprawa zajmie 30 minut, w samolocie powinnyśmy być o 5;30.
Dobra koniec tego myślenia, idziemy spać.Nawet nie przykryta i na nie pościelonym łóżku, po 5 minutach odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz