Dzwonek telefonu nie dawał mi spokoju, więc zaspana sięgnęłam i wyłączyłam powolnym ruchem budzik. Spojrzałam która godzina, było 3;29. Minutę wcześniej zadzwonił. Na mojej twarzy pojawił się zbłąkany uśmieszek. Wstałam z mojego wyra, nawet się nie skapnęłam że spałam na nie rozścielonym łóżku ale kit z tym. Wzięłam przygotowane wczoraj ciuchy .
Weszłam do łazienki i od razu zrzuciłam z siebie piżamę i weszłam szczęśliwa pod prysznic. Nie wiem jak kąpiel może sprawić aż tak dużo szczęścia. Ostanie godziny w tym zwariowanym domu. Wyszłam szybkim krokiem z kabiny podeszłam do lusterka. Przecież wszystko mam spakowane, dobra pójdę najlepiej do mojej mamy łazienki tam jest na pewno wszystko co mi potrzeba tylko najpierw trzeba się ubrać.
Ubrana wyszłam z pokoju, ciemno i cicho w domu więc raczej nie ma w domu rodziców. Weszłam po cichu zapalając światło. Spojrzałam na łóżko, ale nikt tam nie leżał. Zgadłam jak zwykle pracowali po nocach, może i to tym lepiej. Ale kto mnie uściska i obcałuję moją twarz na pożegnanie. Aż moja mina stał się smutniejsza. Weszłam do łazienki mojej mamy, ona zawsze tu górowała i praktycznie nie miał nikt tu wstępu. Ale kiedyś te zakazy trzeba w końcu złamać. Zaczęłam się malować, podkręciłam końcówki włosów. Spojrzałam do lusterka i byłam gotowa do wyjścia.
Poszłam do swojego pokoju żeby wziąć znieść wszystkie rzeczy na dół. Nie powiem strasznie to ciężkie.
Znosiłam je pojedynczo, schodząc po jednym schodku żeby się nie wyglebać jeszcze w tych butach.
Jak już niosłam na dół wszystkie walizki, wparowała do domu moja bff ( ubranie )
A- No hej . -podeszła i mnie uścisnęła na przywitanie. - Czy my jedziemy gdzieś indziej, niż do Londynu. - spojrzała na mnie.
B- Nie. A co - spytałam zdziwiona.
A- Bo wyglądasz jak byś szła na jakieś spotkanie biznesowe. - pokazała na mnie ręką. - Ale nie no wyglądasz cudnie. I mam niespodziankę. - podskoczyła ze szczęścia.
B- Jaką, zabierasz ze sobą perełkę. - zaśmiałam się.
A- Ha, ha ale śmieszne. Jak tylko bym mogła ,to zabrała ją ze sobą ale nie mogę. - skrzyżowała ręce na piersi. - A auto będzie nowe. - wystawiła mi język.
B- Oki spokojnie. Chcesz coś jeść. - pokazałam na kuchnię.
A- Już jadłam, ty zjedz coś najlepiej bo zemdlejesz mi jeszcze w tym samolocie. - postawiła mi talerz przed nos na stół z wcześniej przyszykowanymi kanapkami,nawet nie wiem skąd one się wzięły.
B- Nie ja nie chcę, ty zjedz jak chcesz. - wstałam od stołu i sprawdziłam czy mam wszystkie potrzebne mi rzecz w torebce.
A- Czy ty kiedy cokolwiek coś zjesz rano, ty praktycznie nic nie jesz. - oparła się ścianę w przed pokoju.
B- Nic mi nie jest, po prostu nie jestem głodna i tyle koniec tematu. Idziemy bo auto już przyjechało. - zawiesiłam na ramię torebkę.
A - O kurcze. - wybiegła z mojego domu a wbiegła do swojego, na pewno po walizki.
Przyszedł ochroniarz mojego ojca żeby pomóc mi z walizkami. Wziął na razie dwie, a pod pachę pudło. Ja wzięłam jedną walizkę i dużą torbę na ramię. Trochę było przeciążenia na ramionach.
Ochroniarz wziął je ode mnie i schował do bagażnika i poczekał na Aśkę. Ja wsiadłam do samochodu. I wyciągnęłam z torebki iphona ze słuchawkami. Lubiłam się tak odprężyć, a jeszcze bardziej robić przy muzyce zdjęcia i rysować różne zwierzęta i architektury itp. .Nagle poczułam szturchnięcie w ramię.
Słuchawki ześliznęły mi się z uszu.
A- I ruszamy na podbój Anglii. - podniosła ręce do góry.
B- Na razie chyba podbój lotniska. - zaśmiałam się i nałożyłam słuchawki i oparłam rękę o okienko.
*Oczami Asi*
Jak tak patrze na nią to mi się chce płakać. Zmizerniała, chuda jak patyk nic nie je.Mam nadzieję że, ktoś jej tam przemówi do rozsądku i będzie normalnie funkcjonować. No nie znów korki. W ten sposób nigdy nie dojedziemy na lotnisku. A już chcę być na miejscu w nowym domu, nawet nie wiem jak on wygląda, iść do kafejki żeby napić się dobrej Angielskiej kawy i pysznego ciasta. Ale chyba trzeba zapomnieć o cieście, jak chce się być modelką.
Złapałam się za brzuch.
A- Kuba kiedy będziemy tak gdzieś na lotnisku. - spytałam ochroniarza, był o 2 lata starszy od nas i był nawet przystojny.
K- Za 20 minut. - uśmiechnął się do lusterka.
Z uśmiechem oparłam się i zaczęłam oglądać ostatni raz na jakiś czas uliczki naszej pięknej stolicy.
*Oczami Beaty (mamy Belli) *
Nie mogłam się skupić w ogóle na pracy. Moja córka wyjeżdża a mnie dopiero teraz wyrzuty sumienia biorą. Gdzie byłam kiedy ona mnie potrzebowała. Ktoś zaczął mi machać przed nosem ręką, to był mój mąż Gwidon.
G- Wszystko w porządku. - spytał zajadając się jabłkiem.
B- Może powinniśmy pojechać i się z nią chociaż pożegnać. - spytałam smutnym tonem.
G- O nie, mamy dużo pracy jak skończymy wtedy pojedziemy. - mrugnął do mnie.
B- Ale jej już tam nie będzie.
G- To trudno zobaczycie się dopiera za pół roku lub nawet nie wiem kiedyś na pewno. - zaśmiał się.
B- Nie, ja pojadę do niej. - wstałam i już miałam wyjść kiedy chwycił mnie za nad garstek i przybliżył do siebie.
G- Zostaniesz tutaj, wystarczy że ją wzieliśmy. A teraz wystarczy że chce wyjechać, powinna wiedzieć że zawdzięcza nam życie jakie jej zapewniliśmy a ona sobie wyjeżdża. Więc niech teraz sobie zarabia na własne życie. - puścił mnie.
B- Będzie wypominał mi że nie mogę mieć dzieci a ona jest nie nasza tylko twojej nie żyjącej siostry i brata który nie wiadomo gdzie jest. - łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
G- Żebyś wiedziała.To nie moja winna że moje rodzeństwo razem się przespało. - i wyszedł.
Ja siedziałam na podłodze i jak zwykle płakałam.
* Oczami Belli*
Wreźcie dotarłyśmy na lotnisko. Aśka wyskoczyła z auta i zasięgnęła po wózek na nasze walizki. Kuba dał je na niego. Podziękowałyśmy mu i ruszyłyśmy w stronę środka budynku a potem do odprawy. Aśki japa cieszyła się niezmiernie ciągle była do góry. Aż zachciało mi się śmiać.
Przez odprawę przeszłyśmy bez żadnych problemów, tylko jeszcze skasowanie biletów.
Siedziałyśmy spokojnie już w samolocie. Aśka od razu spytała o lot ile on będzie trwał. A stewardessa na to że 4 godziny. Od razu minka jej zbrzydła.
B- Co jest. - złapałam ją za rękę w geście pocieszenia.
A- Będziemy tak długo lecieć, nudzić mi się będzie. - zniżyła się troszeczkę na siedzeniu i nagle oparcie poleciało do tyłu.
Oby dwie obróciłyśmy się a tam, dwóch przystojnych kolesi. Aśka odwróciła się na chwilę i szepnęła do mnie ,, Chyba już nudzić mi się nie będzie''. Przysiadła się do nich i zaczęła z nimi gadać.
Mam szczęście, bo tak to by paplała ciągle do mnie i nie dała by mi spać. Założyłam z powrotem słuchawki i oparłam głowę o siedzenie. Nawet nie wiem kiedy zamknęłam oczy i zasnęłam.
*Oczami Zayna*
Siedziałem sobie na balkonie i jak zwykle paliłem, myślałem. O tej godzinie mogę zawsze pomyśleć, i sam sobie zadawać pytania. Ta jest 5;00 nad ranem a pan słynny śpioch powinien spać.
Liam też najwyraźniej nie może spać po nocach, bo chodzi po ogródku. Nie dziwie mu się zerwał z dziewczyną. Mamy za dwa dni koniec trasy, a kończy się tutaj w Londynie. Ale jak on to mówi stwierdzili że to będzie dobre rozwiązanie sprawy. Właśnie widzę.
Też miałem dziewczyny, z którymi ja zerwałem. Ale jedna ze mną, i ty była kompromitacja a także złamanie serce. Ale w zapomnieniu z tym. Na razie nie mam żadnej dziewczyny i nie potrzebuję chyba że dostanę olśnienia dzisiaj. Nagle usłyszałem krzyki z podwórka.
Li- Malik daj mi fajkę. - machnął ręką.
Z- Ty palisz. - powiedziałem zdziwiony.
Li- Dobra, bez żartów proszę. - złożył dłonie.
Z- To chodź tutaj.- pokazałam palcem na swój balkon.
A Liaś zniknął za drzwiami balkonowymi, w domu. Za chwilę znajdował się koło mnie.
Z- Masz i się udław. - podałem mu papierosa.
Li- Dzięki, najwyraźniej nie cieszysz się na mój widok.
Z- Dobra wiesz przecież że żartowałem. - zaciągnąłem się.
Nie lubiłem jak ktoś marnuję sobie zdrowie tym świństwem. Ale zawsze jak ja się czepiałem to oni robili to samo.
Nikt nic nie mówił więc wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni. Postanowiłem że sprawdzę tt. Za często na niego nie wchodziłem. Napisałem twitta : ,,Dlaczego, te noce muszą być takie samotne. Czy kiedy kolwiek dostanę olśnienia na widok dziewczyny :(''. Od razu liczba polubień twitta zaczęła wzrastać, każdy zaczął podawać dalej. To są właśnie nasze kochane fanki. Nagle dostałem od jakiejś fanki pytanie :
,,Jaki jest teraz twój typ dziewczyny, czy w ogóle istnieje'' zaśmiałem się pod nosem. Ale odpowiedziałem : ,,Mój typ dziewczyny. Musi być normalna, nie traktowała siebie zbyt poważnie,zabawna, żeby miała coś w głowię i była szczera. A najważniejsze żeby mnie kochała całą sobą. I wieże że ten typ na pewno istnieje ;)''.
Li- Może zamiast wypisywać swój typ, to możesz jej poszukać. - powiedział zgaszając papierosa.
Z- A ty może nie będziesz zaglądać mi do telefonu. - odprysnąłem mu.
Li- Spokojnie, ja tylko mówię. Ale powiem ci że olśnienia raczej przez dziewczynę nie dostaniesz. - poklepał mnie po ramieniu, i wyszedł z balkonu.
Z- Żebyś się nie ździwił. - prychnąłem śmiechem.
Li- Słyszałem. - krzyknął w drzwiach, jak wychodził z mojego pokoju.
Wysłałem twitta, i wyszedłem z tt. Schowałem telefon do kieszeni. Wszedłem do swojego pokoju, włączyłem muzykę i zabrałem się za rysowanie to mnie tylko odpręża.
*Oczami Belli (4 godziny później)*
Poczułam jak ręka odsuwa mi się spod głowy. To właśnie mnie obudziło, otworzyłam szeroko oczy i zaczęłam się rozglądać po samolocie. Jak było widać przez małe okienko to lądowaliśmy. Odwróciłam się do tyłu, a Aśka dalej z nimi gadała. Jeden patrzy tylko przed siebie i wprost na mnie. Nasze paczadełka spotkały się, uśmiechnęłam się do niego i od wróciłam przed siebie. Nie no brzydki nie jest .
Tak samo jak jego kumpel, do którego Aśka się mizdrzyła. Stwierdziłam że napisze jej sms.
B- A morze w końcu zostawisz ich spokoju i pogadasz ze mną ;p. - nacisnęłam wyślij, usłyszałam głos przychodzącego sms do mojej bff.
A- Ale to takie ciacha aż szkoda ich zostawić :( .
B- Choć jak mają telefony to pofatygują się i do ciebie napiszą lub zaproszą na fb ;) . -zaśmiałam się.
Co ja z nią mam, nigdy chyba nie przestanie ganiać za chłopakami. A nie, jak to ona mówi oni ganiają za nią.
Prychnęłam śmiechem. Nagle po samolocie rozbiegł się głos stewardessy.
S- Dziękujemy za wybranie naszych linij lotniczych i zapraszamy ponownie, a tym czasem życzymy państwu miłej zabawy w Londynie. - pokazała ręką na otwierające się drzwi samolotu.
Wzięłam swoją torebkę i zarzuciłam na ramię. Aśka zrobiła to samo, ale pożegnała się z tymi dwoma chłopakami. Nie mogła się z nimi rozstać, wzięłam ją za rękę i ciągnęłam do wyjść z samolotu.
Chłopaki zaczęli nam machać i mamrotali między sobą coś. Aśka jak zahipnotyzowana machała i patrzyła tylko na nich.
A- Dobra już wyszłyśmy z samolotu możesz mnie puścić. - wyrwała rękę, poprawiając torebkę która spadła jej z ramienia.
B- Nom myślałam że już tak do domu będę musiała cię taszczyć, jeszcze na pieszo bo prawo jazdy nie mam. - mówiąc to zaczęłam iść w stronę naszych walizek, które już najwyraźniej były na wózku i czekały tylko na nasze przyjście.
A- Ej patrz nasze walizki. - dogoniła mnie, złapała za ramię i pokazała palcem na walizki przegryzając wargę.
B- A ty masz jakiego szofera o którym nie wiem. - zapytałam zdziwiona.
A- Z tego co wiem to nie, ale może mama zadbała o to. - puściła mi oczko i ruszyła z wózkiem pełnym walizek w stronę czarnego auta.
Wsiadłyśmy do samochodu i ruszyłyśmy z parkingu. Auto jechało, szybko i bez turbulencji. Czy to te Angielskie drogi. Nie no już mi siada na banie, najwyraźniej się nie wyspałam. Dom najwyraźniej znajdował się trochę dalej od centrum.
Bo znajdowały się tutaj same domki.
*Oczami Aśki*
W końcu dotarliśmy do tego domu, mam szczęście że się nie zgubiłam. Bella by mnie zabiła. Ale ona nawet się nie skapła bo jak zwykle szperała coś w telefonie i była nie obecna. Dom, właśnie jak widzę to są tu dwa domy które mają taką samą ulicę. Ale łach.
A- Bella pomóż. - wsadziłam głowę z powrotem do środka auta i szturchnęłam ją.
B- O co chodzi, dojechałyśmy. - wysiadła i zaczęła się rozglądać.
A- Tu dwa domy mają taką sama ulicę. - i zaczęłam się śmiać.
B- Jaja se ze mnie robisz czy co, - podeszłą do mnie. - daj mi tą kartkę. - wyrwała mi karteczkę z ulicą i numerem domu.
Ja jak zwykle się śmiałam z byle czego. Bella powaga jak zawsze, musi się skupić nad czymś co robi.
A- I co. - próbowałam powstrzymać śmiech.
B- Umiesz czytaj, w tym starszym domu jest źle przyczepiona 9, a my mamy ten dom . -pokazała palcem.
Otworzyłam buzie, w Polsce żyłyśmy trochę bardziej skromniej. A tutaj moja mama zaszalała.
Wyciągnęłam kluczyki od domu, i podeszłam do drzwi. Otwierałam je powoli, i trochę mój mózg był w szoku. Czarna chichotała za moimi plecami, i przyglądała mi się bacznie żeby jakby co mnie złapać jak zemdleje.
Ale już nie mogłam czekać i wpadłam do domu zaczęłam się drzeć.
*Oczami Belli*
Oj ta wariatka. Skakała z radości,pobiegła od razu do góry żeby zobaczyć swój pokój.
A- Czarna choć zobaczyć. - krzyknęła.
B- Poczekaj po przynoszę walizki z auta. - odpowiedziałam jej i wyszłam na podwórko.
Przynosiłam walizki pojedynczo, bo bym nie udźwignęła wszystkich na raz. A zresztą nie mam tylu rąk.
Jak obiecałam zamknęłam bagażnik. I ruszyłam z ostatnią walizka do domu. Położyłam ją na przed pokoju gdzie stała reszta i weszłam schodami do góry. Na razie się nie orientowałam które drzwi prowadzą do mojego pokoju, ale wiem które są do pokoju Aśki. Weszłam bez pukania do pomieszczenia w którym znajdowała się moja kochana bff.
A- I jak. - spytała leżąc na łóżku z za cieszem na twarzy.
B- Świetnie .-pokazałam kciuk do góry.
A- Dobra dziękuję za komplement, a teraz możesz iść a ja się prześpię. - zachichotała.
Wyciągnęłam ołówek z biurka i rzuciłam ją. Chciała mnie rzucić poduszką ale szybko wyszłam z pokoju.
Ze śmiechem zaczęłam szukać swojego pokoju. Nagle zobaczyłam drzwi na których pisało. POKÓJ BELLI NIE WCHODZIĆ JEŚLI NIE JESTEŚ NIĄ ;). Jakie to słodkie. Przetarłam ręce i nacisnęłam klamkę a drzwi same się uchyliły. To tutaj mam spędzać swoje nocki, i rysować. Po prostu cudeńko . Chociaż zbyt taki różowy, ale jest baski. Zeszłam po swoje walizki i pozanosiłam je do swojego nowego pokoju.
I postanowiłam że się rozpakuję, wyjęłam na początku ciuchy żeby się przebrać. Trochę było mi juz nie wygodnie. Weszłam do łazienki, która była również piękna . Zdjęłam siebie ciuchy i nalałam wody do wanny. Weszłam do niej, woda była tak ciepła że można było przemyśleć różne sprawy. Od dziś miejscem na przemyślenia jest łazienka i kąpiel. Zamknęłam oczy i próbowałam się odprężyć.
Nie wiem ile tak siedziałam ale wstałam i wyszłam z wanny. Owinęłam się ręcznikiem i wróciłam do pokoju żeby wyciągnąć kosmetyczkę i prostownicę. Znów weszłam do łazienki i zaczęłam suszyć włosy, później zajęłam się prostowaniem. Pomalowałam tylko oczy i usta. Zostało mi się tylko ubrać . Na dworze było cieplutko, w końcu jest koniec czerwca. Ubrana wyszłam z łazienki, i dokańczałam rozpakowywanie wszystkiego z walizki.
Nagle do pokoju wparowała Aśka.
A- Może pojedziemy do kawiarni, bo nudzę się. - usiadła na łóżku.
B- Rozpakuj się. - uśmiechnęłam się, i kładłam już walizki na dole w szafie.
A- Oj nie chce mi się na razie, wieczorem.A ja chcę zobaczyć miasto. - rozłożyła się na łóżku.
B- Dobra nie rozkładaj się, choć. - stałam już w drzwiach pokoju.
Aśka tylko wstała i ruszyła przede mną. Wzięła torebkę, i kluczyki od samochodu. Czyli mi pozostało zamknąć dom. Zrobiłam to samo co Palvinka, tylko ja wzięłam kluczyki od domu.
Zamknęłam dom chyba na 40 spustów. Asia najwyraźniej się śpieszyła bo ciągle trąbiła.
B- Chcesz żeby nikt ci się nie włamał, to trzeba zamknąć na kilka spustów dom. - puściłam oczka.
A- Ty chyba zamknęłaś na ponad 100. - podniosłą brew do góry.
B- Dobra jedź. - zaśmiałam się.
Jechała tak szybko, jak by była na jakimś wyścigu. Nagle gwałtownie zahamowała na czerwonym świetle.
Miała taką podekscytowaną minę że zaczęłam się śmiać. Ona nie zwróciła na to uwagi, od razu jak zaświeciło się zielone światło ruszyła z piskiem opon. Dziwię się że policia nas jeszcze nie złapała.
Nigdy jej takiej nie widziałam, jestem ciekawa jak na mnie zadziała Londyn. Bo widzę że na nią działa magicznie.
Siedziałyśmy w znanej Londyńskiej kawiarence. Aśka rozglądała się po niej jakby kogoś chciała ujrzeć.
B- A ty co szukasz miłości. - zaśmiałam się.
A- Nie, patrze bo na te obrazy weź takie coś narysuj. - patrzyła zafascynowana.
B- Nie chcę się za bardzo przechwalać ale prosto je na malować. - spojrzałam na jeden z nich,no powiem że będę tutaj częstym gościem.
A- No wiesz ty masz talent a ja nie mam.- wyprostowała usta do linji prostej chowając wargi.
B- Chcesz jakieś ciasto, kawę. Pójdę coś zamówić. - już chciałam wstać, ale powstrzymała mnie.
A- Sieć ja pójdę, po kawę bo ciasta mi nie wolno. - dotknęła się brzucha.
B-Ok. - uśmiechnęłam się.
Aśka poszła, A ja rozglądałam sie i patrzyłam na te obrazy. Może spróbuję coś takiego narysować w moim notatniku. Na razie Londyn wydaję się piękny przyjaznym miejscem, tak na pierwszy rzut oka. Nie mogę ocenić ogólnie bo jestem tutaj dopiero od kilku godzin. A właśnie która po za tam jest godzina. Wyciągnęłam telefon z torebki i spojrzałam na godzinę. 12;34 wczesna godzina ale ludzi kręci się już po centrum. Zobaczyłam że mam 3 nieodebrane połączenia. A od kogo, nie spodziewałam się tego że do mnie zadzwoni. Ale od dzwoniłam:
B- Hej mamo, coś się stało. - zaczęłam rozmowę.
M- Hej córko, a nic się nie stało po prostu mam 5 minut przerwy więc chciałam spytać czy zdrowo doleciałyście. - powiedziała chrapliwym głosem, jakby płakała.
B- Mamo ty płakałaś słyszę przecież, coś się stało. Tato znów ci opierniczył że mało pracujesz. - powiedziałam zmieszana.
M- Nie nic nie zrobił, i nie płakałam przeziębiłam się. Od wczoraj mnie bierze. - zaśmiała się do słuchawki.
Nagle rozległ się dziewczęcy pisk, po całej kawiarni. Podniosłam wzrok i zobaczyłam całą oblaną Aśką i jakimś blondynem który zaczął ją wycierać.
B- Mamo muszę kończyć. Pa. - i szybko się rozłączyłam, położyłam na stolik telefon.
Wstałam i podeszłam do grupki.
*Oczami Zayna*
Chcieliśmy wejść do kawiarni na kawę z Hornem. Ale on wpadł na jakąś brunetkę. Mogę przyznać że to było przezabawne. Jak ona tylko spojrzała mu w oczy to już przestała się wydzierać. No nie dziwie się niebieskie tęczówki Horana działają cuda. Poczułem na ramieniu delikatne dotknięcie. Od wróciłem się i dostałem olśnienia. Piękna, uśmiechająca się, długie blond włosy, delikatny cichy głos. Wyglądała na nową tutaj bo akcent miała inny. Zagraniczna laska. Aż szczery uśmiech wbił mi się w twarz.
B- Cześć jestem Bella, a tą która poszła do łazienki nazywa się Asia. - zachichotała podając najpierw mi rękę.
Z- Zayn Malik. A ten który rozlał kawę nazywa się Niall Horann. - podałem jej rękę
N- Umiem się przedstawić. - burknął w moją stronę.
B- Ło jaki groźny. Miło was poznać, może usiądziecie i wypijemy razem nową kawę. - zachichotała.
N- Raczej ...- stuknąłem go łokciem.
Z- Powiedz tak. - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
N- Raczej tak, nigdzie się nam nie śpieszy a ładnym panią się nie odmawia. - ukłonił się, podnosząc po wylanej kawie kubki.
B- To zapraszam. - pokazała na stolik, w którym siedziała.
Zaczęliśmy rozmawiać, śmiać. Pierwszy od kilku miesięcy kawały Horana zaczęły mnie śmieszyć. Łał coś jest ze mną nie tak. Może mam gorączkę. A może ona na mnie tak działa.
N- Bella z skąd jesteście, bo masz inny akcent niż twoja koleżanka. - powiedział zajadając się ciastem które se kupił.
B- Masz rację nie jesteśmy z stąd, pochodzę z Polski. A Asia ma tatę który jest Amerykaninem a jej mama Polką więc jest dwu języczna od urodzenia. - spojrzała na mnie.
Ona ma taki miły wyraz twarzy. Że od pierwszego widoku umie zrobić wrażenie. Tylko dziwię się że nie zaczęła piszczeć lub robić z nami se zdjęć tak samo jak jej koleżanka. Może to i dobrze że nie skumała kim tak na prawdę jesteśmy.
Nagle z łazienki wyszła jej koleżanka Aśka jak się nie mylę. Miała zrezygnowaną minę.
A- Ta plama nie chcę zejść. Bluzka do wyrzucenia. - dotknęła bluzki.
Horan wstał i ściągnął koszulę, oczywiście miał pod spodem T-Shirt. Na początku nie wiedziała czy ma wziąć tą koszulę czy nie.
N- Weź to ja wylałem na ciebie kawę więc to jest mój mały prezent. - dał jej na ramię i puścił oczko.
A- Dziękuję, to ja pójdę się przebrać. - przytuliła do siebie Horana i poszła do łazienki.
B- Nigdy nie widziałam ją tak speszoną przed chłopakiem. - bawiła się pierścionkiem.
N- Ooo czyli to pierwszy raz, dobrze wiedzieć że aż tak działam na kobiety. - wciągnął się.
Z- Ale pachy spocone,lepiej opuść ręce. - zacząłem się śmiać.
Ale za mną Bella, Horan jak to on powąchał i się skrzywił. Z łazienki wyszła Asia i nie wiedziała dokładnie o co chodzi.
N- Fajna koszula, gdzie ją kupiłaś bo mam taką samą. - pokazał na koszulkę.
A- A zakupiłam ją w sklepie z odzieżą damską. - postawiła kołnierzyk do góry i przepchała się przez Nialla żeby usiąść koło okna.
N- A wiesz, ostatnio właśnie ją tam kupiłem. Lubię takie ciuszki, czuję się w nich jak mężczyzna. - pokazał nam swoje mięśnie.
Z- Aha to dlatego ostatnio przymierzałeś stringi w pokoju. - dziewczyny wpadły w śmiech.
N- Podglądałeś mnie. - udawał że się tym przejął.
Nie no ale z Horana i jego boskich głupkowatych min to nie mogę. Zacząłem się śmiać, razem z dziewczynami Blondas dołączył do nas. Siedzieliśmy tak z kilka godzin w tej kawiarni. Znaleźliśmy dużo wspólnych tematów. Czasem gadaliśmy osobno, a bardziej częściej rozmawialiśmy wszyscy razem. Nigdy tak dobrze nie rozmawiało mi się z dziewczyną i to ledwo poznaną. Ale przedstawiła mi się ja i powiedziała co lubi. Uwielbia rysować tak jak ja, a na dodatek uwielbia stylistykę i muzykę, a bardziej robić zdjęcia.
B- Wiesz co, chętnie bym zrobiła ci parę zdjęć. Jesteś fotogeniczny, masz takie rysy twarzy które można też narysować. - dotknęła mojego pod bródka.
Z- Dzięki, miły komplement. - chcę ją dotchnąć, teraz wyszedłem na jakiegoś pedofila.
Aż się zaśmiałem.
A- A może wpadniecie teraz do nas, mamy nie daleko park fajne fotki by wychodziły. - spytała.
Z- Wiecie co nie jestem ubrany ani ... . - nie dokończyłem.
B- Ale wyglądasz dobrze, a ubrany jesteś super. - zmierzyła mnie wzrokiem
N- Nie no może innym razem, teraz musimy lecieć dziewczyny. - pocałował Aśkę w policzek a blondynce pomachał.
Za to ja zrobiłem od wrotnię.
Z- Pa. - przed wyjściem się jeszcze uśmiechnąłem i puściłem oczko do nich.
I wyszliśmy.
N- Kręci cię ona. - zaczął mnie szturchać łokciem, i ruszać śmiesznie brwią.
Z- O co ci chodzi.- otworzyłem drzwi do samochodu od strony pasażera.
N- Nie zaprzeczaj, kręci cię Bellllllla. - zaśmiał się.
Z- Możżżże, a ciebie Aśśśśka kręci. - konciki ust podniosły mi się do góry i spóściłem głowę.
N- Odpowiem ci tak jak ty mi, MOŻE.- pokazał język.
Z- Dobra jedziemy, na tą próbę czy chcesz znów dostać opiernicz od Paula. - zadałem mu pytanie.
N- Oczywiście że nie. - i w końcu nacisnął pedał gazu.
*Oczami Belli*
Wyszłyśmy z kawiarenki której spędziłyśmy tutaj cały dzień, i to z przystojnymi chłopakami. Ten Mulat wyglądał na takiego ostrego kobieciarza ale jak opowiadał o sobie to tak na prawdę miły, sympatyczny, czarujący swoim uśmiechem i czekoladowymi tęczówkami gość.
Wsiadłyśmy do samochodu i ruszyłyśmy w stronę domu. Nie wiem czym byłam zmęczona, ale powiem że podróż troszkę mnie zmęczyła chociaż przez całą drogę spałam. Nagle cisze przerwała Asia.
A- Kurcze. - złapała się jedną ręką za czoła a drugą trzymała kierownice.
B- Co się stało. - zachichotałam.
A- Tak kiedy indziej mamy się umówić na zdjęcia a nie mamy ich numerów ani oni naszych . - powiedziała z rozczarowanym głosem.
B- Daj spokój, jak będę chcieli to na pewno się skontaktują. - dotknęłam jej ramienia.
Ona się uśmiechnęła i przyśpieszyła na ostatniej prostej. I mocno zahamowała. Mam szczęście że pasy zawsze zapinam.
Wyszłyśmy za auta, ja poleciałam szybciej do przodu by otworzyć te kilku spustowe drzwi. Po 2 minutach się otworzyły.
A- Nie no muszę rozpakować rzeczy, Bella .. -nie dokończyła bo wbiegłam szybko do góry i szybko wparowałam do łazienki i się zamknęłam.
Mam szczęście że wcześniej wzięłam piżamę i dałam tutaj. Puściłam wodę do wanny i zaczęłam się rozbierać śpiewając przy tym. Wskoczyłam do wanny i niestety się pośliznęłam, dupa trochę bolała ale ja i tak jak wariatka się śmiałam. Nigdy niż w tym dniu nie byłam szczęśliwa. Nowe życie w Londynie i ten olśniewający Mulat.Mam nadzieję że się kiedyś odezwą. I umówimy się na zdjęcia wszyscy, wspominał też o 3 innych przyjaciołach. Którzy też byli fotogieniczni, wierzę Malikowi bo też zna się na sztucę.
Wyszłam z wanny wytarłam mokre ciało ręcznikiem, a moje włosy z których spadały pojedyncze kropelki na bluzeczkę piżamy rozczesałam je. Wyszłam z łazienki spojrzałam która godzina, była 21;00 więc postanowiłam poczytać książkę którą dała mi na urodziny babcia.Czytałam, czytałam ale nawet się nie zorientowałam kiedy odpłynęłam do krainy Orfeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz